Polska legenda motocyklowa

 

Polska jest krajem mającym własną motocyklową legendę! Nasza polska legenda ma wprawdzie specyficzny charakter, ale wszakże każda legenda jest unikalna. Jest wyjątkowa przede wszystkim dlatego, że w pewnym sensie jest legendą o wymiarze większym od legendy amerykańskiej, powszechnie uznawanej za najsłynniejszą motocyklową legendę świata. Ale o tym poniżej.

 

Po wojnie polskie społeczeństwo ze znanych „geopolitycznych” powodów straciło szansę na normalne zachodnioeuropejskie bogacenie się, na wystarczająco intensywny naturalny przepływ ludzi ze wsi do miast, gdzie powstawałby nie jedynie wielki przemysł, ale też liczne usługi charakterystyczne dla bardziej rozwiniętej części świata. W wyniku powojennej parcelacji wielkich gospodarstw rolnych, w Polsce powstały liczne niewielkie rodzinne gospodarstwa, wymykające się komunistycznej doktrynie. Były to przedsiębiorstwa, w porównaniu z tymi na Zachodzie – jednak nienowoczesne, nawet jak na tamte czasy. Ziemia orna była w pełni wykorzystana nie za sprawą nowoczesnych technologii agrarnych, ale dzięki ciężkiej pracy całych chłopskich rodzin, a w tym samych chłopów lub tak zwanych chłoporobotników pracujących na dwóch etatach. Statystyczny polski rolnik ciężko pracował w polu własnymi rękami. Pomagał mu koń, ciągnący małą konną maszynę rolniczą lub furmankę, transportującą zbiory z pola do stodoły. Te „konno-furmankowe” przedsiębiorstwa co najmniej w jednym sensie były jednak silnie zmechanizowane, a ściśle mówiąc zmotoryzowane.

 

No bo w jaki sposób chłop najczęściej dojeżdżał do miejsca swojej ewentualnej drugiej pracy? Jak tenże chłop i (lub) członek jego rodziny udawał się do kościoła, załatwić coś w pobliskim miasteczku, odwiedzić nieco bardziej odległego sąsiada? Jakim pojazdem chłopak wiejski, czy także również miejski, jechał do dziewczyny z sąsiedniej miejscowości czy innej dzielnicy, czym jeździł z nią na potańcówkę, albo w wakacje pod namiot? Otóż na takie potrzeby prawie w każdym wiejskim gospodarstwie i w wielu miejskich garażach był motocykl. Tak, tak! Wtedy motocykl był pojazdem niemal tak popularnym, jak dziś samochód, zaś samochód, a szczególnie na wsi, był prawie zupełnie nieznany. Jerzy Ofierski, twórca postaci Sołtysa Kierdziołka z Chlapkowic w którego się wcielał, w jednym ze swoich satyrycznych monologów przytoczył przypadek młodzieńca, który jadąc motocyklem i widząc przed sobą dwa światła drogowe, jak sądził dwóch swoich kumpli jadących mu na spotkanie na motorach, rąbnął w sam środeczek samochodu.

 

Warto przypomnieć, że w kolejnych dekadach drugiej połowy XX wieku mieliśmy w Polsce więcej motocykli niż było ich w USA i to w liczbach bezwzględnych, a nie jedynie w przeliczeniu na mieszkańca. Byliśmy wtedy motocyklową potęgą. Ówczesne władze, realizując propagandę sukcesu, ogromnie przeceniały naszą pozycję w świecie w różnych obszarach, ale „umotocyklowienie” społeczeństwa autentycznie było jedną z niewielu dziedzin, w której potęgą naprawdę byliśmy!

 

Warto dziś nawiązywać do niegdysiejszej fascynacji motocyklem. Ludzie dawniej i dziś kochają zarówno konie jak i motocykle. Dziś jednak obaj ci przyjaciele człowieka nie służą już głównie celom praktycznym, ale uszczęśliwianiu, dostarczaniu radości, wolności, rekreacji, nawiązywaniu przyjaźni, miłemu spędzaniu czasu.

 

Jak ktoś słusznie zauważył, każdy z nas pochodzi ze wsi. W warunkach Polski, gdy jeszcze niedawno ponad połowa ludności mieszkała na wsi, większość z nas, niezależnie od tego gdzie dziś mieszka, pochodzi ze wsi w pierwszym, drugim, a co najwyżej w trzecim pokoleniu. Pochodzimy jednak ze wsi zmotoryzowanej - jak żadna inna wieś świata, ze wsi gdzie nasi dziadowie i ojcowie, a także przedstawiciele starszego żyjącego i powoli odchodzącego pokolenia, to nasi rodzimi motocykliści. Ci na swoich WFMkach, WSKach, SHLkach, Gazelach, Junakach, Pannoniach, Jawach, MZtkach, IŻach, DNIEPRach, URALch i innych dużych jednośladach, nie wspominając o skuterach OSA, motorowerach KOMAR, JAW(k)A i SIMSON, a także powszechnych wtedy rowerach z zainstalowanymi silnikami z przodu przed kierownicą lub z boku przy tylnej piaście, tworzyli naszą motocyklową legendę. Nasza polska motocyklowa legenda, to właśnie te silnikowe jednoślady z kolejnych dekad drugiej połowy XX wieku, i związane z nimi fascynacje, radości, garażowe naprawy, przeróbki, których wtedy nikt nie nazywał tuningiem.

 

Motocykl to realizacja wolności zarówno w tamtej totalitarnej rzeczywistości, jak i dziś, gdy mamy większą swobodę niż wtedy - niestety często coraz bardziej pozornie. Może właśnie dlatego, że w wielu dziedzinach wolności znowu ubywa, dzisiejsze pokolenia tak chętnie wracają do MOTOCYKLI?

 

W tamtych pionierskich czasach bywały motocykle w wersjach, które dziś nazwalibyśmy turystycznymi, a jednak pełniły często funkcję „transportu rodzinnego”. Niekiedy posiadały boczne kosze, rzadziej przyczepy ciągnięte za motocyklem. Bywały też trzykołowe wersje motocykli, np. Junaka, Urala. Dziś znowu pojawiają się na polskich drogach motocykle typowo turystyczne. Motocykl dostarcza turyście zupełnie innych emocji niż samochód. Motocykl to wszakże prawdziwy kontakt z naturą. Jednak w zastosowaniach turystycznych, dla zapewnia minimum komfortu, za motocyklem coraz częściej pojawia się przyczepa bagażowa. Przyczepy motocyklowe wracają do łask.

 

 

Ostatnia aktualizacja strony: 2018-01-17
strona główna