Podzielniki kosztów ogrzewania

Energia cieplna służąca do ogrzewania budynku wielorodzinnego (bloku), obiektywnie mierzona jest jedynie na centralnym ciepłomierzu dla całego budynku. Wciąż podejmowane są starania, aby koszty tej energii sprawiedliwie rozdzielić na poszczególne mieszkania. Do niedawna jedyną metodą był rozdział proporcjonalny do powierzchni mieszkań. Obecnie powszechnie stosuje się tzw. podzielniki kosztów ogrzewania. Mimo zaangażowania jednak dodatkowych środków na instalację i eksploatację całego systemu sprawiedliwego dzielenia kosztów ogrzewania, niestety wciąż przypadkowo rozdzielane są one na poszczególne mieszkania i lokale.

Przecież podzielniki mają czemuś służyć

Inwestycji w system podziału kosztów ogrzewania, administrator budynku dokonuje mam nadzieję nie jedynie po to, aby tzw. „podzielniki kosztów ogrzewania” umieszczone na naszych grzejnikach psychologicznie wywoływały w nas nawyk oszczędzania, skutkujący w rezultacie zmniejszeniem wskazania centralnego ciepłomierza budynku, ale także w tym celu, aby koszty ogrzewania dzielone było bardziej sprawiedliwie. Tymczasem z jednej skrajności, w której każdy płacił od użytkowanego metra kwadratowego, niezależnie od komfortu cieplnego jaki utrzymywał we własnym mieszkaniu, popadliśmy w drugą skrajność, w której niektórzy płacą za to, że ogrzewają innych, mimo nawet równego komfortu cieplnego ustawionego u wszystkich. Uważam że w tym wypadku „sprawiedliwie” oznaczać powinno, że każdy z lokatorów płaci za komfort cieplny własnego mieszkania i tylko tego oraz solidarnie partycypuje w kosztach ogrzewania pomieszczeń wspólnie użytkowanych. Jeśli więc wszystkie zawory na wszystkich grzejnikach w całym budynku ustawione byłyby na tę samą temperaturę powietrza w pomieszczeniach, podział opłat nie powinien zasadniczo różnić się od tego sprzed instalacji podzielników (a więc liczonego proporcjonalnie do powierzchni użytkowej mieszkania), natomiast ustawienie zaworów powodujące utrzymanie w danym mieszkaniu mniejszego komfortu cieplnego powinno wywołać oszczędności, a ustawienie zaworów powodujące utrzymanie w danym mieszkaniu większego komfortu powinno wywołać większe opłaty.

Zasada działania „podzielników”

Zainstalowany w budynku system podzielników kosztów ogrzewania w postaci umieszczonych na wszystkich grzejnikach w bloku np. kapilar z odparowującą cieczą, w przybliżeniu działa następująco: Kapilary z odparowującą cieczą umieszcza się na każdym grzejniku. Wyskalowano je tak, aby wskazanie odparowania cieczy było liniową miarą wartości całki po czasie z mocy ciepła oddanej przez jednostkę grzejnika (jedno żeberko). Tak więc odparowanie cieczy w całym sezonie jest miarą sumarycznej energii oddanej przez jednostkę grzejnika w tym czasie. Jeśli to wskazanie pomnożymy prze ilość żeberek w danym grzejniku (odpowiedni współczynnik grzejnika), to odniesiemy je do powierzchni grzejnej całego grzejnika i uzyskamy miarę energii oddanej przez cały grzejnik w sezonie.

Tak postępujemy ze wszystkimi grzejnikami w całym bloku. Jeśli teraz porównamy (przemnożone w każdym przypadku przez ilość żeberek, czy też odpowiedni współczynnik grzejnika) wyniki wskazań wszystkich kapilar w całym bloku, mamy pomiar względny (możemy ilościowo porównać energię wyemitowaną przez poszczególne grzejniki) a więc możemy określić jaki procent udziału ma każdy grzejnik w sumarycznej energii oddanej przez wszystkie grzejniki w całym bloku. To jednak dopiero podział energii, czyli połowa procedury zmierzającej do podziału kosztów ogrzewania. Podobny efekt moglibyśmy uzyskać instalując na każdym grzejniku ciepłomierz analizujący ilość energii oddanej przez czynnik grzewczy (wodę) przepływający przez grzejnik.

W bloku jednak jest tak, że któreś mieszkania są szczytowe, a inne środkowe. Zasadniczo różne są więc moce oddawane przez grzejniki w tych mieszkaniach dla uzyskania tego samego komfortu cieplnego. Ten fakt trzeba także uwzględnić, podobnie jak ogrzanie pomieszczeń wspólnie użytkowanych. I tu jest ukryta druga połowa procedury zmierzającej do podziału nie tylko energii, ale kosztów ogrzewania.

O ile pierwsza połowa procedury jest prosta, to druga już wymaga znacznie większego zaangażowania czasu i głębszej wiedzy z fizyki, aby przeanalizować każde mieszkanie osobno, gdyż nawet w jednym bloku, różnice między poszczególnymi mieszkaniami bywają ogromne w zakresie budowlanej emisyjności ciepła na zewnątrz.

Fizyka transferu ciepła

Dla wyjaśnienia fizycznej podstawy moich wątpliwości, nadmierne komplikowanie sprawy jest zupełnie zbędne. Ciepło z budynku jako całości wydostaje się jedynie dwiema drogami:

  1. Przez powierzchnie zewnętrzne budynku. Jest to czynnik utraty ciepła, nazwijmy go „podstawowym”, a więc głównie przez przenikanie ciepła i promieniowanie przez fundamenty, ściany, dach, okna, drzwi zewnętrzne.
  2. Przez wentylację, a w tym także przez nie w pełni uświadomioną przez lokatora, lecz niezbędną wymianę powietrza, ogólnie mówiąc pomiędzy wnętrzem i zewnętrzem budynku.

Procentowy wzajemny udział tych dwóch czynników, zależy od stopnia izolacyjności cieplnej budynku. Im budynek wykonany jest w bardziej izolacyjnej technologii, tym udział elementu podstawowego jest mniejszy, a wentylacji większy. Przy hipotetycznej idealnej izolacji, wentylacja w 100% byłaby przyczyną utraty ciepła przez budynek.

Przez powierzchnie niezewnętrzne budynku (np. ściany pomiędzy poszczególnymi mieszkaniami) może wprawdzie zachodzić przenikanie ciepła, ale nie ma ono wpływu na bilans całego bloku, a poza tym - w bilansie pomiędzy mieszkaniami - przenikanie to jest znikome, ze względu na pomijalnie niskie gradienty temperatur. Dla uproszczenia i przedstawienia mojej idei, nie uwzględniajmy także, nasłonecznienia, wiatrów i innych pomniejszych czynników, z których część działa zresztą w różne strony i z różnym nasileniem.

Wyobraźmy sobie blok mieszkalny jako zestaw identycznych co do powierzchni prostopadłościennych lokali mieszkalnych o wymiarach 6 x 10 i wysokość 3 m (2,5 m + strop). Wybrane mieszkanie „środkowe” (A) w takim budynku ma jedną powierzchnię zewnętrzną (ścianę) o wartości pola 10*3 = 30 m2, inne wybrane mieszkanie szczytowe (B) na najwyższym piętrze, wewnętrzną ma jedynie podłogę i jedną ścianę, a pozostałe powierzchnie (3 ściany i sufit) są zewnętrzne. Oto suma powierzchni zewnętrznych tego mieszkania: 6*3 + 10*3 + 6*3 + 10*6 = 126 m2. Porównanie wielkości powierzchni emitującej ciepło przez te dwa identyczne wymiarowo mieszkania jest wręcz szokujące (wartość drugiej powierzchni jest nie o kilka procent, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt, ale aż 4-krotnie większe od pierwszej powierzchni!), a przecież podany tu przykład jest normalnością w wielu budynkach!


Rysunek powiększony (14 KB)

Zwróćmy uwagę, że wartość współczynnika przenikania ciepła powierzchni zewnętrznych (stopień ocieplenia budynku) nie ma wpływu na to wyliczenie, a więc na podział energii pomiędzy mieszkaniami w zakresie udziału czynnika opisanego wyżej jako podstawowy. Ma ona jedynie wpływ na wartość udziału w ogólnych stratach energii przez budynek, czynnika opisanego wyżej jako podstawowy. Jeśli założymy dla uproszczenia, że wszystkie powierzchnie zewnętrzne danego budynku mają zbliżone współczynniki przenikania ciepła, nie sposób zaprzeczyć, że mieszkanie (A) z poprzedniego przykładu, odda (w zakresie udziału czynnika opisanego wyżej jako podstawowy) do otoczenia 4-krotnie mniej energii niż mieszkanie (B), oczywiście przy założeniu ustawienia wszystkich zaworów w całym budynku na utrzymanie tej samej temperatury (a więc zachowania identycznego komfortu cieplnego w każdym mieszkaniu).

Oczywiście oprócz czynnika podstawowego są też czynniki nazwijmy je „dodatkowymi”, powodujące przepływy energii cieplnej nie objęte systemem podziału kosztów ogrzewania. Te przepływy energii rozkładają się w sposób bardziej „równomierny” na wszystkie mieszkania (nie zaś jak to jest z czynnikiem podstawowym, w przypadku doboru mieszkań zbliżonym do skrajnego, aż z 4-krotną różnicą pomiędzy nimi). Czynniki dodatkowe to:

Czynniki wymienione wyżej jako dodatkowe, również powinny mieć wpływ na rachunek za energię cieplną każdego mieszkania, a są przecież, podobnie jak czynnik opisany wyżej jako podstawowy, możliwe do w miarę ścisłego oszacowania, więc również nie powinny być brane „z sufitu” i nie wszystkie powinny być jednakowe dla każdego mieszkania, np. oddawanie ciepła przez piony CO, czy wentylacja.

Wentylacja jest tu szczególnym elementem, gdyż całkowicie nie objęta systemem podziału kosztów ogrzewania jest tylko ta część wentylacji, która dotyczy pomieszczeń wspólnie użytkowanych, natomiast wentylacja w mieszkaniach jest częściowo uwzględniona w systemie podziału kosztów ogrzewania. Jeśli w przykładzie z mieszkaniami (A) i (B) założymy identyczny komfort cieplny oraz identyczną wentylację dla obu mieszkań, jej wartość ekonomiczna w obu mieszkaniach będzie identyczna (ta sama ilość wymienianego w jednostce czasu powietrza o tej samej temperaturze). Wentylacja standardowa mieszkania powinna więc w zasadzie (nie jest to całkiem dokładne) wchodzić jako czynnik opisany wyżej w grupie dodatkowych (liczona od metra powierzchni użytkowej), natomiast stosowanie w danym mieszkaniu pozastandardowej wentylacji (szczególnie częste lub nietypowo rzadkie otwieranie okien), będzie miało wpływ na odparowanie cieczy w kapilarze podzielnika, podobny jak regulowanie zaworami na grzejnikach, a więc wejdzie w system podziału kosztów ogrzewania.

Podsumowanie i wnioski

Źródłem moich zastrzeżeń co do stosowanego powszechnie w Polsce systemu rozliczeń za energię na podstawie „podzielników kosztów ogrzewania” jest uzasadnione podejrzenie o powszechne stosowanie błędnych zasad doboru dla poszczególnych mieszkań (w zakresie udziału czynnika opisanego wyżej jako podstawowy) współczynników związanych ze stanem „budowlanej” emisyjności poszczególnych mieszkań. Konsekwencją tych błędów jest nadmierne spłaszczenie rozpiętości wartości wspomnianych współczynników dla poszczególnych mieszkań. W skrajnych przypadkach, podobnych do opisanego powyżej, wartości tych współczynników powinny sięgać od 1 do ok. 0,3. Wtedy przy utrzymaniu jednakowego komfortu cieplnego, rachunki za ogrzewanie mieszkania A i B z powyższego przykładu, byłaby podobne.

Jednak w praktyce, nie wiadomo dlaczego (przecież zasady fizyki są dla wszystkich takie same), wspomniane współczynniki przyjmuje się tak, że są one nieznacznie tylko zróżnicowane dla poszczególnych mieszkań, a ich rozpiętość znacznie odbiega od zakresu w większości budynków uprawnionego, a więc 1...0,3. W konsekwencji złego doboru współczynników, występują bardziej lub mniej rażące dysproporcje w rachunkach za ogrzewanie dla mieszkań skrajnych z punktu widzenia udziału w nich powierzchni zewnętrznych budynku. Mieszkanie A z podanego wyżej przykładu płaci mało, a mieszkanie B dużo.

Aby zaczęło być normalnie, należy zlikwidować przyczynę zła, a więc zweryfikować wartości wspomnianych współczynników w oparciu o fizykę, a nie brać ich z sufitu, czy określać w oparciu o błędne założenia. Po rzetelnej weryfikacji wspomnianych współczynników, administrator w obawie przed wielkim skandalem nie będzie musiał czynić rozpaczliwych prób przynajmniej częściowego zmniejszenia wpływu na wartość ostatecznego rachunku za ogrzewanie, kuriozalnych wyników uzyskanych „z podzielników”.

Większość administratorów nie przyznaje się, że coś w pomiarze „podzielnikowym” jest nie tek i łagodzi sytuację sztucznie zaniżając w całym rachunku procentowy udział czynnika naliczanego ze wskazań podzielników, zawyżając jednocześnie procentowy udział czynników naliczanych od metra kwadratowego powierzchni użytkowej mieszkania. Administrator odbiega więc coraz bardziej od prawdy, a nie jest to właściwa metoda, bo oprócz tego że zbliża nas ponownie do niesprawiedliwości od której chcemy odejść instalując podzielniki, to poddaje pod wątpliwość sens wprowadzania systemu podzielników kosztów ogrzewania w ogóle, co jest krzywdzące dla samego systemu.

Manipulowanie skutkami jest zapewne łatwiejsze, ale nie zastąpi usunięcia przyczyny!

 

Ostatnia aktualizacja strony: 2018-01-10
strona główna